Kuba na co dzień

Kuba z przewodnika Kuba na co dzień Poradnik turysty Historia Rewolucja Przelot
Havana Cienfuegos Wyspa Trynidad Varadero

Jeśli wydaje ci się, że socjalizm to najlepszy sposób na życie, to odnalazłeś swoje miejsce.


Socjalizm, czyli wszystkim po równo - 300 peso miesięcznie (ok. 12 euro). Na kartki na miesiąc m.in. 30dkg ryżu, 20dkg mięsa, 6kg (!) cukru. Nieregularnie talony na przydziałowe (chińskie) buty i ubrania. Przydział odbiera się w specjalnym punkcie (zdjęcie z lewej, z prawej namiastka handlu, czyli sklep mięsny dla nieturystów, ale ceny w pieniądzach turystycznych - peso wymienialnych, czyli CUC, niedostępnych dla zwykłych Kubańczyków):

W domach na Kubie poza hotelami oraz częścią Hawany nie ma wody, gazu i kanalizacji. W większości okien nie stosuje się szyb.
Na Kubie nie istnieje własność prywatna. Jeśli wydaje ci się, że cokolwiek posiadasz, stracisz to złudzenie gdy przyjdzie urzędnik z policją i po prostu skonfiskuje - bez powodu. Dlatego w kubańskich domach nie znajdzie się niczego, zresztą i tak nie ma za co ani gdzie kupić.
Ulubione zajęcie Kubańczyka to siedzenie przed domem na bujanym fotelu.

Styl życia - niechęć do pracy, brak pośpiechu oraz klimat sprawiają, że przeciętna długość życia to blisko 90 lat, zdarza się i 120.

Na wyspie ukazuje się jedna gazeta - organ partii "Granma". Jeśli są jakieś książki to w szkołach albo przemówienia Fidela. Do Zjednoczonej Partii Socjalistycznej Rewolucji Kuby należą wszyscy mieszkańcy wyspy. Członkiem zostaje się w chwili urodzenia. Dzieci należą początkowo do frakcji dziecięcej, zaś kobiety - kobiecej.

Opieka zdrowotna, lekarstwa - brak (ale Kuba ma najlepszych lekarzy w Ameryce Południowej - leczą obcokrajowców za dewizy i są "towarem eksportowym", podobnie jest z przemysłem farmaceutycznym - wszystko idzie na export).

Słabą stroną Kuby jest komunikacja. Kolej praktycznie nie istnieje. Autobusy jakie znamy z naszych ulic służą tylko turystom. Samochody to kolekcja zabytków ze wszystkich stron świata, nierzadko sześćdziesięcioletnich. Dodatkowo mnóstwo agregatów na benzynę - częste wyłaczenia prądu, dlatego w miastach śmierdzi spalinami jak nigdzie.

Na ulicach i autostradach spotyka się najdziwniejsze pojazdy:





Problem transportu między miastami rozwiązano w prosty sposób. Na drogach wylotowych znajdują się "punkty pasażerskie". Podróżny jadący w danym kierunku udaje się do takiego punkty i cierpliwie (narodowa cecha Kubańczyków) czeka w kolejce. Urzędnicy ds. komunikacji zatrzymują każdy (z wyjątkiem autobusów turystycznych) pojazd, zaś po stwierdzeniu w nim wolnych miejsc uzupełniają o chętnych do podróży w danym kierunku. Wszystko dzieje się oficjalnie, jest urzędowo odnotowane, zaś kierowca otrzymuje od pasażera należność, oczywiście w cenie urzędowej i nic nie wartych zwykłych peso (pieniądze - patrz Poradnik Turysty).

Zatrzymuje się każdy, gdyż kawałek dalej zawsze jest posterunek policji:

Ruchu na kubańskich drogach poza miastami praktycznie nie widać, ale nie zaleca się szybkiej jazdy - po pierwsze częste posterunki i patrole policji, poza tym na autostradzie są przejazdy kolejowe (nieczynne, ale zwolnić trzeba), jeżdżą furmanki, czasami biegają świnie itp.

Wszechobecne sa bieda i ruiny.





Często spotyka się "dom na domu" - po zapłaceniu 3-5tys. euro mieszkańcom - na dachu budowany jest drugi dom. Bez pozwolenia i nadzoru, cudem zdobytymi materiałami. Estetyka zbliżona. Na szczęście na Kubie jest zawsze zielono, i ta zieleń zasłania co nieco:

Mały Kubańczyk na pytanie "kim chciałbyć zostać" odpowie: "zagranicznym turystą".



Wszystkie prezentowane zdjęcia (oprócz rzecz jasna czarnobiałych) zostały wykonane na Kubie w 2007 roku. Zabrania się wykorzystywać w celach komercyjnych.

© Stella LaMeer 2007